Świadectwa

Cuda Świętego Józefa

Cuda Świętego JózefaKsiążka zawiera pięćdziesiąt autentycznych świadectw oraz modlitwy. Różnorodność uzyskanych łask od nawróceń, uzdrowień, poprzez znalezienie pracy, współmałżonka, domu... aż po naprawę komputera potwierdza misję Świętego Józefa jako opiekuna. Książka umacnia w wierze i nadziei, że Pan Bóg nikogo nie zostawia w potrzebie bez pomocy. Dołączone dokumenty papieskie - encyklika Leona XIII Quamquam pluries oraz adhortacja apostolska Jana Pawła II Redemptoris Custos przybliżają osobę i misję Świętego Józefa. 

Józef jest „opiekunem”, bo umie słuchać Boga, pozwala się prowadzić Jego wolą i właśnie z tego względu jest jeszcze bardziej troskliwy o powierzone mu osoby, potrafi realistycznie odczytywać wydarzenia, jest czujny na to, co go otacza i potrafi podjąć najmądrzejsze decyzje. W nim widzimy, drodzy przyjaciele, jak się odpowiada na Boże powołanie – będąc dyspozycyjnym, gotowym. Widzimy też jednak, co stanowi centrum powołania chrześcijańskiego: Chrystus! (papież Franciszek, homilia 19.03.2013)

Złóż świadectwo

Zbieramy świadectwa na drugą część książki Cuda Świętego Józefa. Kliknij, by przejść do ankiety.

Fragmenty świadectw

Plany świętego Józefa 

Ja, mój mąż Wojciech i dwóch naszych synów kilka lat temu znaleźliśmy się w trudnej sytuacji mieszkaniowej. Chcieliśmy z mężem mieć własny dom, ale nie było to takie łatwe. Pojawiły się problemy z działką, którą chcieliśmy sprzedać; jak się okazało, nikt nie mógł sprawy załatwić od 30 lat. Długo trwało postępowanie sądowe. Jedna ze współwłaścicielek działki bowiem zmarła, a spadkobiercy nie byli znani. Sprawa ciągnęła się więc latami. Straciliśmy nadzieję, że tę sprawę da się rozwiązać. Opowiedziałam koleżance z pracy o moich troskach, a ona namówiła mnie, bym udała się do św. Józefa na ul. Poselską. Powiedziała mi ze spokojem i pewnością w głosie, że „Święty Józef rozwiązuje wszystkie trudne sprawy”. Ja doznałam jakby olśnienia, że jeszcze z tej strony nie szukałam pomocy. Jeszcze tego samego dnia za- raz po pracy udałam się do św. Józefa. Prosiłam go o pomoc w mojej sprawie. Wieczorem tego samego dnia... (Cuda Świętego Józefa, s. 99-100) 

Patron spraw beznadziejnych

Pociągu ani autobusu już nie było, niedziela – więc autostop. A i samochody jeździły rzadko. Po kilku nieudanych próbach zatrzymania poprosiłem kolegów, abyśmy się ufnie pomodlili do św. Józefa: Do Ciebie, o św. Józefie, uciekamy się w naszej niedoli... Rzeczywiście niedola, ciemno, pusto i daleko... I znów ręce wyciągnięte nad drogą w geście prośby: zabierzcie choćby do Skawiny. Ale i ten samochód nas mija. Koledzy kpią ze mnie: „Masz św. Józefa”. Ale oto pojazd... (Cuda Świętego Józefa, s. 117) 

Skuteczny orędownik

Od wczesnego dzieciństwa bliski mi był bardzo kościół ojców Karmelitów Bosych przy ul. Rakowickiej w Krakowie. Do tego kościoła chodziłem na naukę religii i tam przyjąłem Pierwszą Komunię św. i sakrament bierzmowania, tam brałem udział w nabożeństwach i rekolekcjach. Był i jest to mój kościół.

W tym to kościele w lewym bocznym ołtarzu znajduje się cudowny, łaskami słynący obraz św. Józefa, Patrona miasta Krakowa. W każdą środę przed tym obrazem odbywa się nabożeństwo do św. Józefa. Jest wiele spraw, które w tym miejscu powierzyłem Świętemu. Napiszę tylko o kilku najważniejszych, gdzie interwencja mojego patrona jest niepodważalna. (Cuda Świętego Józefa, s. 177-178) 

Telegram

Zadawałam sobie pytanie, jak oraz kogo mam w tak trudnej sytuacji, przy ciężko chorej, nieświadomej, powoli umierającej osobie, prosić o pomoc i wstawiennictwo. Kiedy szukałam stosownej modlitwy, „wpadł” mi w ręce Telegram do św. Józefa. Serce podpowiadało mi: „Módl się do tego świętego, a uprosisz”. Czas naglił, odsunęłam swoje codzienne obowiązki na drugi plan i z pokorą oraz wiarą modliłam się i błagałam św. Józefa o wstawiennictwo. Prosiłam o łaskę pojednania dla chorej, aby nie została potępiona oraz aby Bóg miłosierny ulitował się nad nią. Pewnego dnia... (Cuda Świętego Józefa, s. 40) 

Pójdźcie do Józefa

„Pójdźcie do Józefa. On wam dopomoże”. Jesteśmy małżeństwem z dziesięcioletnim stażem, obdarowanym trójką dzieci. Nasza wyjątkowa zażyłość ze św. Józefem rozpoczęła się około trzech lat temu. Długo nie mogłam zajść w ciążę z trzecim dzieckiem, a pragnienie ponownego macierzyństwa narastało z każdym dniem. Równolegle towarzyszyła obawa, że już mam za dużo lat, bo 38. Zaprzyjaźniona z nami rodzina nie widziała w tym żadnego problemu, kwitowali to jednym pytaniem: „Dlaczego jeszcze nie pojechaliście do św. Józefa na przykład w Kaliszu?”. Pojechaliśmy zatem przy pierwszej nadarzającej się okazji, a była nią pielgrzymka kręgów Domowego Kościoła, którego jesteśmy członkami. Zorganizowana była z okazji Dnia Świętości Życia około 25 marca. Gorąco polecałam nasz problem przed cudownym obrazem  Świętej Rodziny. Trzy miesiące później dowiedziałam się, że jestem w stanie błogosławionym, a równo rok później, czyli 25 marca urodziła się szczęśliwie Małgorzatka Józefinka. (Cuda Świętego Józefa, s. 77-78) 

Modlitewnik jak relikwia

Pragnę nadmienić o jeszcze jednej łasce otrzymanej od św. Józefa. Kilkanaście lat temu wręczyłam pewnej dziewczynie, którą porzucił chłopak, mój pierwszy stary, wymodlony modlitewnik do św. Józefa. Było mi jej bardzo żal, ponieważ z chłopcem tym chodziła przez cztery lata. Widać, że była bardzo zaangażowana i wpadła w wielką rozpacz. Dorota, tak miała na imię, modląc się do św. Józefa... (Cuda Świętego Józefa, s. 74)